Czyli zdjęcia z Warszawy i nie tylko...
niedziela, 31 sierpnia 2008
Wschód słońca
Niby najzwyklejszy porządek świata, ale wizualne doznania niecodzienne. Każda minuta dostarcza nowych wrażeń. Trudno zmieścić się w krótkim czasie, żeby to wszystko ogarnąć, zdążyć się zachwycić i jeszcze zrobić zdjęcia. Dziś się udało.







a ten obrazek polubiłam, kojarzy mi się z przebudzeniem na plaży



i obrazem Jerzego Nowosielskiego "Czarna pływaczka"



/foto z netu/




piątek, 29 sierpnia 2008
Kwiecisty kobierzec przy ul. Senatorskiej

Przed ambasadą Belgii powstał dziś kwiecisty dywan. Cięte głowy begonii przyjechały z Flandrii. Miło, że dla oglądaczy ustawiono mostek widokowy, chociaż i tak warszawska syrenka jest prawie nie do rozpoznania. Dywan można podziwiać tylko do niedzieli,

zerknę też jutro jak wygląda w świetle dziennym. Szkoda, że taka masa kwiatów zupełnie nie pachnie, pewnie dlatego wielu przechodniów głośno zastanawiało się czy te kwiaty są prawdziwe. Zupełnie jak  zimowe holenderskie truskawki. Ładne to, jednak dla mnie najpiękniejsze są żywe wiosenne konwalie z koralami porannej rosy.

kwiaty z dedykacją dla Hanuli, pociecha na bolący ząb.

środa, 27 sierpnia 2008
O swoich myślach. Powrotach.
Trudno mi się pozbierać po wakacjach, po powrocie nawet nie miałam czasu, żeby przejść się ulicami Warszawy. Ale tak zupełnie nie odpadłam. Będąc tam, myślałam o tym co jest tu. Kto jest tu i co robi, co napisał, a może wcale? Wydobyłam dziś zdjęcie z wystawy, którą oglądałam w czerwcu w Zamku Ujazdowskim. Mary Kelly "Słowa to rzeczy". Zupełnie nie znałam pani artystki, ani wiedziałam, że wielka jest, a u nas nieznana. Nic. I nie o niej mówię, ani jej zbiorach doświadczeń. Zapisywanie spraw w domu.... to mnie ciekawi. Tu one są, tutaj się dzieją, chociaż może chciałoby się, żeby gdzieś indziej, kilka ulic dalej może... Nie zawsze to się udaje. Ale dom to dom, zapamięta wszystkie myśli. Podoba mi się ten pomysł i zdjęcie mi się podoba. Mimo, że widnieją na nim myśli obcych ludzi. Ja też czuję , że mój dom jest zapisany moimi myślami. I często też Waszymi, bo już trochę wiem co "u Staśka, co u Zdziśka", kto lubi muzykę, kto gwiazdy, samoloty, a kto poezję, kto miasto, kto podróże, kto ruiny... Trochę się znamy i wydaje mi się, że wyjeżdżając nie jest możliwe zupełne oderwanie. Bo i po co? Ja się nie broniłam. Miało być o słowach, a rozpisałam się o czymś innym. Puszczam więc ten domek jak świetlisty lampion po rzece, żeby każdy mógł sobie na nim zapisać marzenie i wysłać w świat jak list w butelce. Niech się spełni każdemu :) Jutro zaczaję się na warszawskie foto, przecież pora wracać:)



niedziela, 24 sierpnia 2008
Wakacyjne impresje
Mam nadzieję, że uda mi się zmieścić w jednym odcinku kilka chwil z wakacyjnych dróżek. Niestety blox mówi, że w tym miesiącu nie mam już miejsca, więc może uda się przez foto forum. Wkurza mnie to bardzo i nie wiem czy niebawkiem nie zrobię przesiadki na coś bardziej chętnego do współpracy. Zobaczymy.

Haczów, wieś ongiś królewska - kościół z XV wieku.


wodospad w okolicach domku Baby Jagi jak mawia ludnośc pobliskiego Brzozowa. Domku juz nie było. A może nigdy nie było? Ale jest wspomnienie.


Zalew przed zaporą w Solinie


Teraz dwa zdjęcia specjalnie dla Schwefela. Tylko dwa bo reszta widoków na zaporę od strony Polańczyka utknęła mi w karcie z magiczną adnotacją, że pliki zamieniły się w HPE. Mam nadzieję, że uda mi się je nawrócić na drogę JPG. Jeśli nie, to na pociechę mam dla Ciebie Schwefelu dwa helikoptery w lewym dolnym :)
Wszystkim którzy nie byli w Solinie polecam ogromnie, wyprawa daleka, ale warto. Widoki piękne, spanko niedrogie. W okolicach Wołkowyi 28 pln. A bro w knajpie (sic!) po 4,- Cóż można chcieć więcej? :P Tylko bazar przed zaporą i koszmarny Bajkoland psuje wrażenia. Ale przecież każdy zabiera sobie do wspomień to co chce.





A tu już serce Bieszczad. Krowi popas przy drodze z Cisnej do Komańczy.



No i wreszcie zachód słońca po burzy. Przecież żadne wakacje nie mogą się bez tego obyć;)


Myk z Bieszczad przez Słowację w trochę inne rejony, na Jaworzynę i z niej takie oto widoki.


a pożniej już do domku...






sobota, 23 sierpnia 2008
Insza inszość - po wakacjach

Wróciłam. Ale jeszcze nie tak zupełnie. Bieszczadzkie krajobrazy, drewniane kościoły i bielone chatki wróciły tu ze mną. Coś niesamowitego, może nawet banalnie, ale serdecznie. Tak bardzo tam jest inaczej niż w mieście. Przyzwyczaję się, dam radę, za chwilkę. Mam nadzieję, że chociaż jeden ktoś czekał tu na mnie :). Za chwilę powyciągam z karty trochę więcej. Na początek tylko tak.

 
1 , 2 , 3
Tagi

Skopiuj CSS